Newsletter
Zapisz się na bezpłatny newsletter
Kontrola pływalności to umiejętność, która najszybciej odróżnia świeżego kursanta od nurka z doświadczeniem, i jednocześnie ta, z którą początkujący mają największy kłopot. Na pierwszych nurkowaniach większość osób raz opada na dno, raz wystrzeliwuje ku powierzchni, zużywa za dużo powietrza i kończy zmęczona. Dobra wiadomość jest taka, że zawis w toni nie jest talentem, tylko zestawem nawyków, których da się nauczyć. W tym poradniku tłumaczymy, czym różni się pływalność od trymu, jak dobrać balast, jak regulować zanurzenie oddechem i jakie ćwiczenia najszybciej dają efekt.
To dwa pojęcia, które początkujący najczęściej mylą, choć dotyczą zupełnie różnych rzeczy. Pływalność decyduje o tym, czy się zanurzasz, czy wypływasz, natomiast trym opisuje pozycję twojego ciała w wodzie. Można mieć idealnie dobraną pływalność i jednocześnie fatalny trym, na przykład wisieć nieruchomo, ale głową w dół.
Pływalność występuje w trzech stanach. Dodatnia wypycha cię ku powierzchni, ujemna ciągnie na dno, a zerowa, nazywana też neutralną, pozwala zawisnąć w toni bez opadania i bez wynoszenia. Celem każdego nurka jest właśnie pływalność zerowa utrzymywana bez wysiłku, bo dopiero ona daje swobodę ruchu, oszczędza powietrze i chroni rafę oraz osad na dnie przed zniszczeniem.
Trym to z kolei ułożenie ciała, najlepiej poziome, z lekko uniesionymi płetwami i głową skierowaną tam, gdzie płyniesz. Poprawny trym zmniejsza opór, ułatwia poruszanie się i sprawia, że płetwy odpychają wodę do tyłu, a nie wzbijają muł z dna. Zależy on nie od ilości balastu, lecz od jego rozmieszczenia oraz od ułożenia sprzętu na ciele. Obie umiejętności ćwiczymy razem, bo dopiero ich połączenie daje obraz nurka, który zdaje się leżeć w wodzie bez żadnego ruchu.
Trzy stany pływalności w skrócie:
| Stan pływalności | Co się dzieje |
| Dodatnia | Nurek wypływa ku powierzchni |
| Ujemna | Nurek opada na dno |
| Zerowa (neutralna) | Nurek zawisa w toni bez ruchu |
Zbyt duży balast to najczęstszy błąd początkujących i źródło większości problemów z pływalnością. Przeważony nurek musi napompować jacket, żeby się nie topić, a nadmuchany jacket robi się jak balon reagujący gwałtownie na każdą zmianę głębokości. Mniej ołowiu prawie zawsze oznacza lepszą kontrolę.
Prawidłową ilość balastu sprawdza się prostym testem wyważenia na powierzchni, najlepiej na koniec nurkowania, gdy butla jest niemal pusta i traci swoją ujemną pływalność. Wygląda on tak:
Jeśli przy tym teście wynosi cię wysoko, masz za mało balastu. Jeśli toniesz mimo pełnego wdechu, ołowiu jest za dużo. Orientacyjnie nurek w mokrej piance pięciomilimetrowej w słodkiej wodzie potrzebuje kilku kilogramów, a w wodzie słonej i grubszej piance odpowiednio więcej, bo słona woda i więcej neoprenu zwiększają pływalność dodatnią. Te liczby to jednak tylko punkt wyjścia, bo realną wartość zawsze potwierdza test na wodzie. Wyważenie warto sprawdzać po każdej zmianie konfiguracji: inna pianka, suchy skafander, butla stalowa zamiast aluminiowej czy nurkowanie w morzu zamiast w jeziorze zmieniają potrzebną ilość ołowiu. Ten sam nurek w Bałtyku i w ciepłym basenie potrzebuje zupełnie różnego balastu, dlatego raz dobrana wartość nie jest dana raz na zawsze. Dobór sprzętu wpływającego na wyważenie, od pianki po jacket, omawiamy szerzej we wpisie o tym, jaki sprzęt do nurkowania naprawdę jest potrzebny.
Po dobraniu balastu masz do dyspozycji dwa narzędzia regulacji zanurzenia, które działają w różnej skali. Jacket lub skrzydło służą do dużych, wolnych zmian, a oddech do precyzyjnego utrzymania zawisu w danym momencie. Nauczenie się, kiedy używać którego, jest sednem dobrej pływalności.
Inflatora używasz, gdy zmieniasz głębokość o kilka metrów lub kompensujesz ściśnięcie pianki podczas schodzenia. Powietrze dodajesz i upuszczasz małymi porcjami, zawsze z wyprzedzeniem, bo reakcja następuje z opóźnieniem. Najczęstszy błąd to ciągłe dolewanie i upuszczanie dużych ilości powietrza, co wpędza nurka w huśtawkę: za mocno w górę, potem gwałtownie w dół. Dobry nurek dotyka inflatora rzadko i drobnymi ruchami. Szczególnej uwagi wymagają dwa momenty nurkowania. Podczas schodzenia pianka i jacket ściskają się, pływalność robi się ujemna i trzeba dodać odrobinę powietrza, by nie spaść na dno. Przy wynurzaniu dzieje się odwrotnie: gaz się rozpręża, pływalność rośnie i powietrze trzeba upuszczać z wyprzedzeniem, żeby nie wystrzelić ku powierzchni. Najwięcej uwagi kosztuje utrzymanie stałej głębokości na przystanku bezpieczeństwa na pięciu metrach, gdzie nawet drobny błąd od razu wynosi nurka w górę.
Dwa narzędzia regulacji warto widzieć osobno:
Codzienną, precyzyjną regulację załatwia oddech. Pełniejszy wdech zwiększa objętość klatki piersiowej i delikatnie cię unosi, a spokojny wydech opuszcza. Po ustawieniu neutralnej pływalności jacketem wystarczy oddychać normalnie, żeby zawisnąć w miejscu, i lekko pogłębić lub skrócić oddech, by przepłynąć nad przeszkodą bez dotykania inflatora. To opanowanie oddechu sprawia, że doświadczony nurek przepływa nad delikatnym dnem, nie wzbijając ani jednej drobinki osadu. Ćwiczenie tego mechanizmu zaczyna się już na kursie podstawowym, który opisujemy we wpisie o tym, jak wygląda nurkowanie dla początkujących.
Sam dobrze dobrany balast nie wystarczy, jeśli ułoży cię w wodzie pionowo lub przekręci na bok. Trym zależy od tego, gdzie na ciele i sprzęcie znajduje się ciężar oraz wyporność, i to właśnie jego korekta zamienia nurka stojącego w wodzie w nurka leżącego poziomo.
Typowy początkujący ma tendencję do opadania nogami w dół, bo płetwy i buty ciągną, a powietrze gromadzi się w górnej części jacketu. Rozwiązaniem jest przesunięcie części balastu wyżej i bliżej pleców, na przykład do kieszeni trymujących na pasie butli, oraz wyrzucenie nadmiaru powietrza z jacketu. Drobne przesunięcia ołowiu o kilkanaście centymetrów potrafią całkowicie zmienić ułożenie ciała. Pomocne bywa też przeniesienie części ołowiu z pasa biodrowego na taśmę butli oraz świadome ułożenie węży i konsoli blisko ciała, żeby nie ciągnęły w bok.
Do dobrego trymu dokłada się też pozycja samego ciała. Lekko wygięte plecy, uniesione łydki i kolana zgięte do góry ustawiają płetwy tak, by pracowały do tyłu, a nie w dół. W tej pozycji naturalny staje się też frog kick, czyli ruch płetw przypominający żabkę, który nie wzbija mułu z dna. Trymu nie da się opanować w jeden dzień, ale każda korekta rozmieszczenia balastu i sprzętu przybliża cię do sylwetki, która pod wodą wygląda na całkowicie rozluźnioną.
Większości problemów z pływalnością nie powoduje brak siły ani sprzętu, lecz pośpiech i kilka powtarzalnych nawyków. Nazwanie ich po imieniu pozwala szybciej je wyeliminować, bo nurek zaczyna je u siebie rozpoznawać w trakcie nurkowania.
Do najczęstszych błędów początkujących należą:
Najskuteczniejszym ćwiczeniem jest zawis, po angielsku hover, czyli utrzymanie się nieruchomo w toni bez dotykania dna i bez machania kończynami. Zaczyna się go na niewielkiej głębokości: ustawiasz neutralną pływalność, krzyżujesz ręce i próbujesz oddechem utrzymać stałą głębokość, obserwując, jak ciało powoli unosi się na wdechu i opada na wydechu. Z czasem dokłada się do tego zawis w pozycji poziomej oraz obrót wokół własnej osi bez utraty głębokości. Sekret tkwi w spowolnieniu, bo dopiero gdy przestajesz się spieszyć, widać, czy naprawdę panujesz nad zawisem w wodzie. Te umiejętności rozwijamy systematycznie na kursie Advanced Open Water Diver, gdzie doskonała pływalność jest jednym ze stałych elementów szkolenia. Każde kolejne nurkowanie, na którym świadomie pracujesz nad oddechem i trymem, daje większy postęp niż dziesiątki przeczytanych porad.